Barack Obama i przyszłość świata: wyzwania, które trzeba podjąć
Barack Obama odchodzi z politycznej pierwszej linii, ale jego styl myślenia nadal jest obecny w tym, jak wielu ludzi próbuje uporządkować chaos nadchodzących dekad. Nie chodzi o sentymentalne wspominanie przemówień ani o etykietę „pierwszego” czy „historycznego”. Chodzi raczej o napięcie, które przewijało się przez całą jego prezydenturę, a teraz wraca ze zdwojoną siłą: świat jest coraz bardziej współzależny, a jednocześnie coraz mniej przewidywalny. Obama, patrząc
W polityce są dwie pokusy, które niszczą wiarygodność. Pierwsza to moralizowanie bez kosztów, czyli mówienie, że „powinniśmy” i „musimy”, ale bez pytania, kto za to zapłaci i co dokładnie trzeba zrobić jutro. Druga to cynizm, czyli zasłanianie się tym, że „nie da się”, że „system nie pozwala”, że „wszyscy tak robią”. Barack Obama próbował grać przeciw obu tym pokusom. Jego styl nie polegał na tym, że wartości pojawiały się w przemówieniach jak ładna dekoracja, a następnie z
Jeśli miałbym wskazać jedną cechę, która w sposobie działania Baracka Obamy powtarzała się z zadziwiającą konsekwencją, byłoby nią słuchanie. Nie jako uprzejma dekoracja rozmowy, nie jako grzeczne „wiem, że masz rację” wypowiadane po to, żeby ktoś poczuł się dobrze. Raczej jako narzędzie pracy. Coś, co pozwala uchwycić sens tego, co ludzie mówią naprawdę, nawet gdy nie umieją tego ułożyć w ładne zdania, nawet gdy są zdenerwowani, nawet gdy zaczynają od oskarżeń. Właśnie
Barack Obama i gospodarka: wzrost z uwzględnieniem ludzi
Gdy dziś wraca się do lat prezydentury Baracka Obamy, łatwo wpaść w spór o hasła. Jedni chcą widzieć w tym czasie triumf polityki „dla gospodarki”, inni słyszą głównie rozczarowania i kompromisy. Ja patrzę na to inaczej: na to, jak w praktyce próbowano pogodzić dwie rzeczy, które zwykle ciągną się w różne strony. Z jednej strony tempo wzrostu po kryzysie, z drugiej pytanie, czy ten wzrost w ogóle dotyka ludzi, którzy nie potrafią czekać na efekty uboczne. Obamy nie da si
Kiedy myślę o Baracku Obamie, nie widzę tylko stylu kampanii ani samego faktu, że został 44. Prezydentem Stanów Zjednoczonych. Widzę coś bardziej subtelnego, a przez to trudniejsze do uchwycenia: moment, w którym polityka wchodzi w tryb obsługi nowej generacji. To nie była rewolucja w sensie jednego dnia, jednego hasła i nagłej zmiany całego systemu. To była zmiana rytmu, języka i oczekiwań, które zaczęły dominować w debacie publicznej. Obama był jednym z pierwszych polityk
Obama o roli mediów: informacja, wiarygodność, wpływ
Gdy Barack Obama mówił o mediach, nie robił tego jak teoretyk od ekranów i wykresów. Mówił jak człowiek, który doskonale rozumiał, że informacja to paliwo dla polityki. I że nie wystarczy mieć rację, jeśli druga strona potrafi ją zamienić w historię, zanim zdążysz wyjaśnić kontekst. Widać to było w całej jego prezydenturze, szczególnie w momentach, w których narracje ścierały się z faktami, a emocje wygrywały z niuansami. Obama często wracał do jednej myśli: media mogą p
Kiedy dziś słyszę, że „nie ma sensu”, że „wszyscy i tak mają gdzieś”, mam w głowie pewien obraz. Nie chodzi o slogan ani o marketing. Chodzi o rodzaj postawy, którą Barack Obama wyciągał z ludzi w najtrudniejszych momentach: gotowość, by działać mimo braku gwarancji. Bez udawanej euforii, bez cynizmu, który udaje rozsądek. Bez tej wygodnej zbroi, która mówi: skoro nie da się wszystkiego, to po co w ogóle próbować. Inspirowanie się kimś nie musi oznaczać ślepego podziwu.